Za trzy godziny będziemy mieli za sobą pierwszy miesiąc nowego roku. Niby tylko miesiąc, a już się zadziało! Mówi się "jaki Nowy Rok, taki cały rok!", a więc.. jestem zdezorientowana w tym momencie. Poprzedni był słaby, naprawdę, nienawidziłam wręcz pierwszego stycznia ubiegłego roku, a jednak rok mogę zaliczyć do najbardziej wyjątkowych. W tym roku Nowy Rok, poza kocem-gigantem, był sam w sobie całkiem udany. No i jak w tej sytuacji cokolwiek wywnioskować?
Mniejsza, czas czerpać z życia to, co najlepsze, garściami. Łatwo się mówi, czyż nie? Bo w końcu "nowy rok - nowa ja", czyli te bzdurne postanowienia noworoczne, które miały z nas uczynić lepsze w tym roku i tak pewnie są już pozapominane, Czy je robiłam? Nie. Przestałam w to wierzyć, znam siebie. A do uczynienia postanowienia nie potrzebuję specjalnej okazji.
Chyba straciłam wątek, znowu.
Jak już wspomniałam, trochę już się wydarzyło, może nawet za dużo jak na jeden miesiąc, nie wiem, może po prostu nie przywykłam do tylu wrażeń, o tak różnej tematyce. Trochę dobrego mnie spotkało, aż ciepło się robi w środku jak o tym myślę. Plany, co do tego roku się zmieniły... Ja je zmieniłam. Teraz tylko trzymać kciuki, bo będzie ciężko! Trochę przykrych rzeczy, dla zachowania równowagi, też było, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. I tutaj kryje się tajemnica tytułu.
Zacznę mniej czasu poświęcać dalekiej przyszłości i planowaniu jej, a bardziej skupię się na tym, co się dzieje teraz i przygotowaniach do najbliższych miesięcy. I będę dbać o swoje zdrowie. Najgłupsze, że nie ja sama się musiałam o tym pierwszym uświadomić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz