Zostało mało czasu i nie ukrywam, trochę mnie to martwi. Tak już jest, gdy robisz coś spontanicznie. Spontanicznie...? Chyba mogę tym określeniem się posłużyć, bo raczej takie sprawy jak przeprowadzka do innego kraju planuje się wcześniej, niż na 5 miesięcy przed. Także troszkę plany się pozmieniały, bo sama przeprowadzka i plany odnośnie jej zostały niemalże te same, po prostu zadzieje się szybciej. O rok.
Mam także w planach założenie drugiego bloga, co się łączy z powyższym, gdyż miał powstać za trochę ponad rok. O kompletnie innej tematyce, mniej personalny (o wiele, wiele), prawdopodobnie w języku angielskim, gdyż chcę trafić do szerszej publiczności. Tak więc "sekret" numer dwa też odkryty. Nie no, akurat z tym drugim blogiem to serio, z nikim się nie dzieliłam z tą informacją. Zobaczymy co przyniesie czas.
Trwam w nadziei, że to, co zaplanowałam urzeczywistni się i że nie będą temu towarzyszyć większe komplikacje. Nie nastawiam się, ani nie oczekuję wiele, godzę się z szarą rzeczywistością, tylko czasem zerkam przez różowe okulary, by osłodzić sobie oczekiwania. W ciągu najbliższych dwóch lat nie oczekuję niczego spektakularnego, dalej w przyszłość staram się nie spoglądać. I wciąż nie mogę w to uwierzyć, że coś co planowałam, o czym marzyłam przez naprawdę długie lata, niemalże od dziecka, zbliża się dużymi krokami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz