poniedziałek, 29 grudnia 2014

Mój nowy odcień szarości.

    No to (prawie) cały rok, dwa tysiące czternasty za nami! Chyba czas na klasyczne podsumowanie tego, jakże dla mnie znaczącego roku, który był bardzo owocny i na pewno nie będzie zapomniany.
    Jak już wspomniałam, ten tok wniósł wiele do mojego życia. Zakończył się pewny etap, potem spełniłam swoje plany i marzenia, zasmakowałam upragnionego życia, by móc potem to jedynie przerwać i wrócić na chwilę to tej "szarej rzeczywistości", której odcień i tak jest inny niż dotychczas, dokończyć to, co ma być skończone i wrócić.
    Zakończony etap. Liceum dobiegło końca, matura napisana i zdana. Fenomenalna studniówka, na której było chyba tyle samo śmiechu, co i łez, jednak nie jakaś rozpacz, lecz raczej tylko wzruszenie, No i matura. Oj, wtedy się działo! Bawiło się więcej niż uczyło - oj... Choć osoby, które wtedy stały się mi bliższe już (lub prawie) pozostawiły po sobie tylko cień, to jednak echo kwietnia pozostanie miłe do rozpamiętywania. I tylko żyć w niepewności.

    Lato. Myślę, że mój zasób słów jest zbyt ubogi, by opisać jak ważnym, niesamowitym i inspirującym okresem były dla mnie wakacje. Począwszy od czerwca, kiedy to wyjechałam za granicę do miejsca, z którym od lat wiążę przyszłość. Chciałam wreszcie przekonać się jak to jest tam. Pracując, mieszkając, mając jakieś życie. W ogóle, w tym roku po raz pierwszy w życiu pracowałam (dodam, że były to pierwsze wakacje, od kiedy byłam wreszcie osiemnastką) i mogę powiedzieć, że bardzo mi się podobało! Ciężko, bo w końcu za bezczynność nie płacą, ale efekty były o wiele, wiele, wiele większe, niż oczekiwałam. I przyniosły coś więcej niż tylko pieniądze. Do tego mogłam w końcu spędzić czas ze swoją siostrą, u której mieszkałam, i to był też wielki plus tego wyjazdu, bo tak naprawdę chyba w życiu nie miałam z nią bliższego kontaktu, niż wtedy. W pracy poznałam też parę osób, dzięki którym nawet, gdy musieliśmy (nie żartuję) pracować w tych 35°C w zamkniętym pomieszczeniu, było naprawdę śmiesznie i jak już narzekaliśmy, to wspólnie. No i tam też poznałam kogoś, kto zmienił moje "nigdy" na "zawsze", "nie będę" i "nigdy w życiu" na "chcę". A to akurat wyjątkowy przypadek, bo jeszcze chyba nikomu nie udało się tego uczynić. Nie aż tak. Odpukać! Chcę moje "i żyli długo i szczęśliwie". Także spełniłam niejedno moje marzenie, niejeden plan, ale gdybym miała wszystko opisać, to by nocy nie starczyło. Jedyne co mogę dodać to to, że się nie poddałam, cierpliwie czekałam (choć byłam już ku kresu wytrzymałości) i się doczekałam najwspanialszego, o!
    Ten nowy. Moja nowa rzeczywistość o innym odcieniu szarości. Nowa szkoła, nowe miejsce, miasto, nowe wyzwania, a jednak stare plany. Szkołę mam bardzo fajną, bo robię coś, co lubię, co sprawia mi frajdę, a chyba o to chodzi, nie? Po prostu teraz wiem i czuję to, że robię w tej szkole coś, co naprawdę da jakieś efekty, a wiedza zdobyta będzie się regularnie przeplatać w moim codziennym życiu. No i wyzwania - obecnie jest to prawo jazdy! Tak, ja (!). Musiał nadejść ten moment... i nawet się cieszę na to trochę. A że są to sprawy niedokończone, to nie będę zapeszać i tylko trzymać kciuki, by było dobrze!
    I tak mi minął prawie cały rok. Dużo dobrego się wydarzyło, złych rzeczy nie rozpamiętujemy. Mogę rzec, że czuję się spełniona w stosunku to tego, co się wydarzyło i jak się potoczyło. Naprawdę doceniam to, że spełniłam swoje plany i marzenia dotyczące tego roku, choć nie do końca zupełnie pomyślnie, to i tak to już nie ma większego znaczenia. Do mojej historii wpisały się nowe osoby, itp - muszę wspomnieć, że w moim życiu pojawiła się pewna futrzana istotka, a mianowicie jest nią czarny kocurek, o imieniu Moonlight, który wypełnił moje serce po brzegi. I jedyne o czym teraz mogę marzyć, to bym mogła tak samo pięknie mówić za rok, o roku dwa tysiące piętnastym.
    Wszystkim czytającym życzę wspaniałego nowego roku, pogrążonym w smutku - uśmiechu, złamanym sercom - ukojenia, poszukiwaczom szczęścia - skarbu, zagubionym - mety, szczęśliwym - dużo słońca! Do następnego!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz