niedziela, 14 września 2014

I'm following the map that leads to you.

    Minęło wiele miesięcy, tak więc myślę, że czas już na nowy post.
    Ostatnio pisałam przed maturami, tuż przed tym chaosem, a może już w trakcie. Niby wszystko działo się zgodnie z planem...lecz mimo to zawsze towarzyszył temu bałagan. A w czym się objawiał? W niespodziewanych zwrotach akcji, spontanicznych działaniach i...nowych znajomościach. O tak, maturę mogę zaliczyć do mojego chyba najbardziej imprezowego, pijackiego okresu! Oczywiście, żartuję, choć, w sumie, jest w tym rąbek prawdy. W każdym razie, oni (nowy znajomi) swoje namieszali; było śmiesznie, świetne wypady. Może właśnie dzięki nim nie będę tak źle wspominać okresu matur. No, może poza pewnym "epizodem".
    Zaraz po napisaniu matur zabukowałam bilet lotniczy w jedną stronę, by popracować, spędzić czas z rodziną... Dużo się działo przez te trzy miesiące, więcej niż się spodziewałam, a wszystko z dużym plusem. Pierwszy miesiąc okazał się być dość trudny, bo ciężko mi było znaleźć pracę, lecz gdy już się pojawiła, to najlepsza jaką mogłam mieć! Wspaniali ludzie (oczywiście z wyjątkami, ale i tym mogłam przeboleć), pomocni i wyrozumiali. Ci, z którymi utrzymywałam/utrzymuję kontakt także poza pracą, wnieśli wiele nowych, pięknych barw do mojego życia. Niestety, wszystko ma swój czas i musi się skończyć...lub przerwać na pewien okres. Chcę podążać wg planu, bo by móc w pełni rozwinąć się w nowym miejscu, muszę pierw skończyć z poprzednim.
    Jestem już w domu, tym polskim. Nowa szkoła, inne miasto do odkrycia, nowe znajomości, którym muszę dać czas na rozwinięcie się, nowe obowiązki....Ojena, wszystko takie nowe i nieznane. Trochę przerażające, prawda? Cóż, jak napisałam wyżej, idę wg planu, bo tylko to mi pomoże zdobyć upragnione szczyty.
    Nie mogę zaprzeczyć temu, że tęsknię, że jest mi ciężej wrócić do tej rzeczywistości, codzienności, gdy tam, za granicą stworzyłam nową codzienność, taką, którą w pełni akceptuję.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz