środa, 12 lutego 2014

Chaos.

    



    Jakiś czas temu pisałam o takim zjawisku, jak "bumerang". Pisałam, że pewne retrospekcje zdarzeń z przeszłości (głównie miałam tu na myśli życie miłosne), wywołane przez naszych znajomych, bądź pewne zdarzenia mogą obudzić w nas uczucia do kogoś z przeszłości. Nawet dalekiej. U osób stałych w uczuciach (oby takich jak najwięcej!) te uczucia nigdy nie umierają. One śpią, drzemią i czekają na właściwy moment. No...może nie zawsze najlepszy. I w tym tkwi mój problem.
    Za dużo rzeczy biorę do siebie. Zamiast rozwiać pewne informacje, przemyślenia, to wręcz przyciągam je do siebie, czasem nawet zamykam na klucz. Jak wiadomo, gdy człowiek jest sam, to zdarza się za dużo myśleć o pewnych sprawach. Kolejny fakt jest taki, że zbyt intensywne przemyślenia prowadzą do niemądrych wniosków, potem do sytuacji, które nie powinny mieć miejsca... No właśnie. Chcę tego uniknąć.
    W ostatnich rozmowach przyrównywałam pewne "Epizody" mojego życia do bumerangu i piłki lekarskiej. Może wydać się komiczne, ale naprawdę ma sens! Otóż bumerangiem możemy nazwać osobę, która mimo, że już "temat" między nami jest skończony, on/a nadal wraca. Niekoniecznie fizycznie, choć tego nie wykluczam, ale chociażby w formie wspomnienia i motyli, jeśli wiecie co mam na myśli. Natomiast piłka lekarska tworzy kontrast z bumerangiem. Gdy rzucimy piłką, ona nie wróci. Nawet nie za bardzo się odbije, czyli jeśli zakończymy dany związek, nie ma powrotów.
    Nakręciłam się, choć niewiele osób wie. Lepiej uniknąć konfrontacji, gdyż chyba trafiłam na fałszywy alarm. Nie chciałabym się z tym zmierzyć jeszcze raz.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz