Przyznaję, byłam dzieckiem mściwym. Trenowałam na swoich starszych siostrach. Mając mniej więcej pięć lat zepchnęłam moją siostrę ze schodów. Stała na samym szczycie wiążąc sznurówki, chyba. Zawsze lubiła mnie prowokować (jakby nie patrzeć, nic się pod tym względem nie zmieniło), drażnić, wystawiać moje nerwy na próbę. Nadarzyła się okazja - wykorzystałam. I tylko patrzyłam, jak stacza się w dół. Auć. Innym przykładem było wylewanie kosmetyków sióstr do toalety. W odpowiednich proporcjach - by się nie zorientowały, jak wiele ubyło. To tzw. cicha zemsta - odwet wykonany, wie tylko sprawca, skutki w niedalekiej przyszłości. Teraz, jak patrzę na to, to czasem chce mi się śmiać, a czasem chciałabym mieć możliwość powrotu do danej sytuacji i najlepiej zapobiec jej.
Bądźmy dorośli. Od dzieciaka jesteśmy uczeni, żeby przebaczać, nie mścić się. Powtarzali nam to rodzice, nauczyciele, przyjaciele. Dorośli się nie mszczą, prawda? Prawda? Nie. Tu najczęściej wykorzystuje się zasadę "oko za oko, ząb za ząb". Ty mnie zdradziłeś, ja zdradzę ciebie. Ty mnie ośmieszyłeś przed XYZ, a ośmieszę w ten sam sposób ciebie. To jednak nie jest dobre wyjście. Za dzieciaka było prościej - duża spina, ale w końcu i tak będziecie się razem bawić. Teraz wystarczy małe nieporozumienie i już wrogowie forever.
Co ciekawe, z osobami, z którymi się najbardziej trzymałam w podstawówce/gimnazjum nie mam obecnie prawie kontaktu, albo w ogóle już nie "nie znamy", natomiast z osobami w którymi zdarzyło się skakać do oczu jestem przynajmniej na "cześć". Zdumiewające i trochę przerażające. Jestem ciekawa, co będzie po liceum..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz