Z pewnością to, co nas spotyka i to, o czym myślimy w ciągu dnia ma niemały wpływ na nasz sen. W końcu to kształtuje nasze senne widzenie. Często w moim śnie spotykam osoby, z którymi miałam kontakt w ciągu dnia. Czasem jednak śnią mi się osoby, które widziałam przez ułamek sekundy, dajmy na to, że na przerwie w szkole. I to z tą osobą mam najdłuższy wątek, o dziwo. Im bardziej intensywny dzień, tym mniej sen się spieszy, by mnie odwiedzić, tym jest mniej ciekawy i słabiej go pamiętam. A za dzieciaka mówili, że po takim dniu dobrze się śpi.. Jednak teraz emocje po takiej fali przygód idą w górę, myśli w głowie aż się gotują, powstają pytania "a co by było gdyby?".. I tak już marzę w łóżku od dwóch godzin. A ponoć byłam taka zmęczona..
Zmory goszczą mnie stosunkowo dość często. Chyba przynajmniej raz w tygodniu. Zwykle nie trwają one zbyt długo, bo często się wybudzam, ale mogą się powtarzać, gdy tylko znów zamknę oczy do snu. Rzadko śni mi się rozlew krwi (na szczęście!). Moje koszmary mają podłoże towarzyskie, wynikające ze stresu, albo poczucia aspołeczności. Śni mi się ignorancja ludzi, brak akceptacji, czyli moje fobie, jakby nie patrząc. No cóż, bywa i tak.
Myśli złe. Myśli nieczyste, nieprzyzwoite, nikczemne i mroczne. Gnębią, okropnie dręczą. Zmuszają do refleksji, do powrotu myślami do najczarniejszych momentów naszej egzystencji. Same z siebie raczej się nie biorą, nie? A tu ktoś coś wspomni, w drugim kącie ktoś coś dopowie, jeszcze przybiegnie koleżanka z nowymi wieściami. Zaczyna się fala myśli; jednak tęsknię. Za chwilę przypomina się, że nienawidzę. No, ale do głowy przychodzą same "ocukrzone" wspomnienia i ten sentyment. Chcę z powrotem. Nie, nie chcę. Myśli zaczynają mnie już męczyć we śnie. Dość. W końcu usta uwalniają myśli i dostaję kubłem zimnej wody. Na chwilę będzie spokój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz